Mamy 30 lat!

Dokładnie 30 lat temu, w styczniu 1991 r., ukazał się pierwszy numer „Biblioteki w Szkole”. W wieku 30 lat jesteśmy już dość dojrzali i mamy wiele pomysłów na przyszłość. Bardzo dziękujemy za zaufanie, które pozwala nam działać, gdy większość czasopism, z którymi zaczynaliśmy, nie istnieje. Czas wspomnieć, co za nami.

Obecne pandemiczne okoliczności nie sprzyjają hucznym obchodom, więc postanowiliśmy rozłożyć je w czasie. Przez kolejne miesiące na łamach „Biblioteki w Szkole” oraz w portalu Biblioteka.pl będą pojawiać się jubileuszowe materiały, niespodzianki i dyskusje.

Prawdopodobnie w bibliotekach szkolnych pracuje już niewiele osób, które pamiętają nasz pierwszy numer, więc „Biblioteka w Szkole” towarzyszy większości współczesnych nauczycieli bibliotekarzy od początku ich pracy zawodowej. Niezmiernie nam miło, gdy przy okazji różnych form kontaktu informujecie nas, że „prenumerujecie nas od…”, a z ankiety dowiadujemy się, że ponad połowa czytelników jest z nami już przynajmniej 11 lat.

Dzieciństwo

Nie udałoby się bez zbudowania społeczności wokół czasopisma. Po przemianach ustrojowych z 1989 r., gdy słowo „społeczność” nie kojarzyło się jeszcze z żadnym portalem, powstał podatny grunt. Przede wszystkim państwo straciło monopol na wydawanie czasopism. „Biblioteka w Szkole” powstała niedługo po zniesieniu cenzury i reglamentacji papieru, gdy zmieniało się wszystko. Także biblioteki.

Powstał Centralny Ośrodek Doskonalenia Nauczycieli, którego jednym z zadań była praca z doradcami metodycznymi ze wszystkich 48 województw. Konsultantem ds. bibliotek została Barbara Tomkiewicz, która – we współpracy z Wiesławą Papierską – zainicjowała nowe formy doskonalenia doradców. Systematycznie odbywały się interesujące zajęcia warsztatowe, wymiana dobrych praktyk.

Dzięki temu powstał pewien ruch umysłowy, pojawiały się nowe inicjatywy, np. Ogólnopolskie Fora Nauczycieli Bibliotekarzy, w których brało udział po kilkaset osób z całej Polski. W 1992 r. powstało Towarzystwo Nauczycieli Bibliotekarzy Szkół Polskich.

„Biblioteka w Szkole” wkomponowała się w ten klimat. Korzystała z przemian i jednocześnie napędzała zmiany. Opisywaliśmy je na 32 czarno-białych stronach, złożonych w amatorski sposób. Jeden numer kosztował 16 tys. starych zł.

Rodzina i przyjaciele

Od początku jedną z głównych funkcji czasopisma była integracja środowiska nauczycieli bibliotekarzy. Strzałem w dziesiątkę okazał się pomysł, by autorami artykułów zostali czytelnicy. Dzięki temu wiemy, co dzieje się w bibliotekach z całej Polski, jesteśmy blisko realiów przeciętnej szkoły. Zawsze było dla nas ważne, by nie „odlecieć” w sferę artykułów pisanych przez teoretyków.

Kluczowe dla budowy społeczności czytelników było wspólne występowanie w sprawach ważnych dla naszego środowiska. Gdy pojawiała się konieczność, krytykowaliśmy wszystkie ekipy rządzące – od SLD, przez AWS, PO i PiS. Okazji do pochwał było niestety znacznie mniej. Jednocześnie staraliśmy się nie zdradzać sympatii politycznych, by nie wprowadzać znanych, niepotrzebnych podziałów.

Budowie społeczności pomogło dość wczesne utworzenie strony internetowej (2001 r.) i forum (2006 r.). Mamy nadzieję, że jeszcze lepszym narzędziem okaże się uruchomiony w zeszłym roku portal Biblioteka.pl.

Utrzymanie

Jednak kluczowym warunkiem do istnienia miesięcznika w obecnej postaci wydaje się niezależność i elastyczność. Dzięki temu, że nigdy nie pobieraliśmy żadnych dotacji, możemy pisać to, co chcemy. W przeciwnym wypadku wielokrotna krytyka urzędniczych absurdów czy np. chaosu podczas wprowadzania reformy, mogłaby się nie ukazać. Nie moglibyśmy otwarcie występować przeciwko pomysłom polityków i oceniać ich pracy. Tzn. moglibyśmy, ale krótko.

Dzięki finansowaniu czasopisma z prenumeraty jesteśmy rozliczani przez czytelników, więc musimy dbać o ich interesy. Nie publikujemy materiałów opłaconych w ramach grantów, których nikt nie chce czytać. Tworzy to wzajemnie zdrowy układ. Wynika z tego także fakt, że musimy dbać o koszty, więc tworzymy małą, 3-osobową redakcję, której co prawda zdarzają się opóźnienia i błędy, jednak może elastycznie reagować na wydarzenia.

Pomysł na siebie

Z opublikowanej w pierwszym numerze zapowiedzi programu miesięcznika wynika, że przez 30 lat prawie się nie zmienił. Po drodze skupialiśmy się na wyzwaniach stawianych bibliotekom, m.in. przy okazji kolejnych reform edukacji. Wspólnie dostosowywaliśmy biblioteki przed powstaniem gimnazjów, a potem ich likwidacją. Przerabialiśmy niezliczone aktualizacje przepisów dotyczących awansu, omawialiśmy wprowadzanie komputerów i staraliśmy się opanować raczkujące wówczas programy. Zawsze zachęcaliśmy czytelników do zgłaszania problemów, którymi możemy się zająć. Dzięki takim głosom mogliśmy występować w obronie ich praw.

Podziękowania

Serdecznie dziękujemy wszystkim, którzy przyczynili się do powstania i sukcesu „Biblioteki w Szkole”. Nie udałoby się wymienić wszystkich z imienia i nazwiska. Dziękujemy osobom sympatyzującym z redakcją, które zupełnie bezinteresownie, często anonimowo, promowały i promują miesięcznik; dziękujemy ponad 2 tysiącom autorów, których teksty ukazały się na naszych łamach oraz czytelnikom. W zależności od roku, było Was od 5 do 12 tys. Przez większość z tych 30 lat „Biblioteka w Szkole” była (i wciąż jest) najpopularniejszym miesięcznikiem dla nauczycieli, co jest jakimś niezrozumiałym fenomenem dla osób spoza naszego środowiska. Mamy nadzieję, że tak pozostanie w przyszłości, niezależnie od formy medium i sytuacji w szkołach. Bardzo dziękujemy za zaufanie i zapraszamy do kolejnych, bardziej problemowych tekstów z okazji jubileuszu.

Tym się zajmowaliśmy
Poza codziennymi tematami, zdarzały się i takie, z których jesteśmy wyjątkowo zadowoleni, m.in.:

  1. Łączenie bibliotek
    Co jakiś czas podejmowane są próby instytucjonalnego łączenia bibliotek szkolnych i publicznych, którym stanowczo się sprzeciwiamy. W 2001 r. do Ustawy o bibliotekach udało się wprowadzić zakazujący tego zapis. Organizacje reprezentujące samorządy co jakiś czas podejmują jednak działania zmierzające do zmiany tych przepisów. W 2013 r. taka próba zmusiła naszą redakcję do zorganizowania, wraz z całym środowiskiem nauczycieli bibliotekarzy, zakrojonej na dużą skalę akcji STOP Likwidacji Bibliotek. Akcja była komentowana w większości mediów ogólnopolskich, a list protestacyjny podpisało ponad 50 tys. osób. W efekcie rząd wycofał się z projektowanych zmian.

  2. Narodowy Program Rozwoju Czytelnictwa
    Ponieważ pierwotne założenia NPRCz nie uwzględniały bibliotek szkolnych, podjęliśmy działania na rzecz rozszerzenia programu. Wykorzystaliśmy doświadczenia i kontakty z akcji STOP Likwidacji Bibliotek i skierowaliśmy do ówczesnego premiera, posłów oraz autorytetów świata kultury i mediów obszerne uzasadnienie znaczenia bibliotek szkolnych dla rozwoju czytelnictwa. Opisaliśmy je też w kilku artykułach oraz na specjalnie utworzonej stronie internetowej. W efekcie w 2015 r. MEN zdecydowało się na przeprowadzenie programu Książki Naszych Marzeń z budżetem 15 mln zł, a w NPRCz na lata 2016-2020 pojawiło się 150 mln zł na zakupy dla bibliotek szkolnych.

  3. „Krucjata Skontrum”
    Przez wiele lat z powodu niejednoznacznych przepisów zmorą nauczycieli bibliotekarzy była konieczność przeprowadzania spisu z natury. Po długotrwałych zabiegach (skierowanych m.in. do MEN, Ministerstwa Finansów, Sejmu) które nazwaliśmy „Krucjatą Skontrum”, w 2016 r. w prawie oświatowym znalazły się odpowiednie zapisy.

  4. Zastępstwa i dyżury na przerwach
    Kolejne zmory nauczycieli bibliotekarzy. Prowadzimy systematycznie działania informacyjne skierowane zarówno do dyrektorów szkół, jak i nauczycieli bibliotekarzy. Polegają one na publikowaniu komentarzy prawnych, dostarczaniu argumentów, porad na temat sposobów sprzeciwiania się takim praktykom. Wydaje się, że w wielu miejscach odnosi to skutek.

Liczby

Wydaliśmy 315 numerów, które zawierały ponad 13 tys. stron.
Łącznie wydrukowaliśmy ponad 3 miliony czasopism.
Opublikowaliśmy ponad 4600 artykułów, które napisało ponad 2 tys. autorów.

KALENDARIUM

Dodaj artykuł do ulubionych, aby wrócić do niego w przyszłości.
Słowa kluczowe